różne

Skąd ten blog?

DSC01455-1024x683

Pierwszy raz na wzmiankę o tym, że obecne zalecenia dietetyczne nie są OK, trafiłam jakoś dwa lata temu. Do tej pory pamiętam kontrowersyjny nagłówek artykułu „tłusta dieta jest najzdrowsza”, będący jednocześnie cytatem Gary’ego Taubesa, który poświęcił dużą część swojego życia na studiowaniu doniesień naukowych dotyczących żywienia. Taubues napisał na ten temat ogromną naukową pozycję, a później także jej skróconą wersję dla takich „zwykłych zjadaczy chleba” jak ja. „Dlaczego tyjemy i jak sobie z tym poradzić” pochłonęłam w 2 dni. I tak się zaczęło.

Dostałam olśnienia. Dlaczego? Bo opisane mechanizmy tycia i chudnięcia są po prostu logiczne, czego nigdy nie mogłam do końca powiedzieć o diecie opartej na węglach i unikaniu tłuszczy. U Taubesa wszystko znajduje swoje wytłumaczenie i trzyma się kupy. Gary w przystępnych słowach przekazuje podstawy tego, jak funkcjonuje nasz organizm na poziomie komórkowym, co gdzie i kiedy się wydziela i co musi lub nie może się wydzielać żebyśmy wagę trzymali.

Pokochałam tą książkę. Ale wprowadzić w życie wszystkie zalecenia w niej zawarte to już inna bajka. Strach przed tłuszczami był we mnie zakodowany bardzo mocno. Najzwyczajniej w świecie, po ludzku, bałam się, że przytyję. Ale logika zwyciężyła. Zaczęłam powoli ograniczać węglowodany na rzecz tłuszczy. Na pierwszy ogień poszły produkty dla mnie najłatwiejsze do odstawienia jak chleb czy makaron. Gorzej szło mi z porannym rogalikiem, ale na obiad jadłam z uporem mięsko z warzywkami, na kolacje wcinałam omleta albo kiełbasę.

Schudłam. Nie to, żebym kiedykolwiek miała nadwagę, ale te 3 kilo które mi niezbędne nie były, sobie poszły. Trwało to pół roku, ale bez specjalnego wysiłku, bez zwiększonej aktywności fizycznej i, co najważniejsze, bez zbędnych głodówek i pustego żołądka. Utwierdziłam się w tym, że jestem na słusznej drodze do prawdy. Moje zainteresowanie tematyką rosło, czytałam kolejne książki i artykuły. Trafiłam na pojęcie ‚paleo’. Droga przybierała coraz piękniejsze barwy. Zrezygnowałam z glutenu, ograniczyłam nabiał. Zniknęły migreny, przybiłam sobie self-5.

Po drodze popełniłam trochę błędów. Jak każdy cukieroholik o słabej woli przeszłam etap samooszukiwnia w stylu „tak mało to mi nie zaszkodzi” albo „zdrowego słodkiego to można przecież do woli”. Dalej zresztą grzeszki mi się zdarzają, jednak coraz mniej. Ale teraz wiem skąd się wzięło to kilo więcej na wadze lub gorsze samopoczucie (i nie, to nie przez pogodę) . Jestem świadoma, co zrobiłam źle i jak to naprawić i chyba ta świadomość daje mi największego kopa i motywację – której brakuje przy tak bardzo promowanej diecie pełnej „zdrowych produktów pełnoziarnistych”. „Ćwiczę, jem zdrowo ale nie mogę schudnąć” powinno być mottem aktualnej piramidy żywieniowej.

Ciągle się uczę, badam jak mój organizm reaguje na poszczególne składniki pożywienia: ile toleruje węglowodanów, które produkty mi szkodzą a które nie. Moja wiedza rośnie, a podejście ewoluuje. Po przeczytaniu licznych pozycji popularnonaukowych byłam tak zachwycona faktem, że wszystko daje się wytłumaczyć na poziomie komórkowym, że zakupiłam dwa wielkie podręczniki do biochemii żeby zrozumieć i poznać każdy szczegół procesu przemiany materii. Przebrnięcie przez te tomiszcza zajmie mi z pewnością trochę czasu, ale nie mogę się doczekać tego, czego jeszcze się dowiem.

Uczę się piec wielu nowych rzeczy, a w gotowaniu co rusz odkrywam nowe smaki. Pichcenie zawsze lubiałm (i byłam dobra), ale kiedy wyrzuciłam mąkę pszenną, cukier i mleko z kuchni, poczułam się początkowo jakbym miała dwie lewe ręce. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Stałam się jeszcze bardziej kreatywna a moje bezglutenowe wypieki i potrawy są naprawdę udane. W końcu stwierdziłam, że czemu nie przenieść tego do Internetu? Pamięć z wiekiem coraz gorsza przecież, a za kilkadziesiąt lat fajnie byłoby przekazać przepiśnik wnukom wysyłając po prostu linka.

Właśnie stąd ten blog. Healthy Point to dążenie do zdrowia z rozsądkiem. Przepisy na smaczne i zdrowe potrawy. Na pewno bezglutenowo, wokół paleo, ale też rozsądnie, bez popadania w skrajności i bez ortodoksyjności. A do tego trochę na temat ‚dlaczego’.. Dla siebie samej i dla każdego z Was.

Zapraszam Was serdecznie do mojej kuchni 🙂

Kamila