bez pieczenia/ desery/ kasze na słodko/ przepisy/ śniadania i podwieczorki

Idealnie kremowa jaglanka kokosowa

jaglanka_kokosowa_truskawkami_5

Ja już chyba kiedyś pisałam, że kasze nie są moim ulubionym pokarmem. Owszem, mąki wszelakie kocham – ale to ze względu na moje umiłowanie to wymyślania wszelakich deserów i pieczenia. Ale raz na jakiś czas mnie najdzie coby taką jaglankę zrobić 🙂 Ostatnio było to rok temu na wakacjach, więc jak dzisiaj znowu mnie taka ochota naszła to od razu pobiegłam po aparat. A mimo tego, że rzadko takie podwieczorki robię to bardzo dobrze wiem jak należy gotować wszelkie kasze czy płatki w mleku.. Na studiach jadłam DZIEŃ W DZIEŃ owsiankę na śniadanie. I nauczyłam się gotować wszelkie „anki’ tak, by były idealne. Oczywiście każdy ma swoją definicję idealnej jaglanki. Dla mnie jest to kremowa konsystencja, ale nie „zupa”: kasza ma być oblepiona mlekiem (tu: kokosowym) niczym żelem, kasza ma być miękka, ale nie może być rozgotowana. Jak się takie coś uzyskuje? Bardzo prosto: wolne gotowanie na malutkim ogniu. Ot, cały sekret 🙂

Idealnie kremowa jaglanka kokosowa (bez glutenu, bez mleka)

Czas gotowania: ok. 30 minut
Liczba porcji: 2

Składniki:

  • 400 ml mleka kokosowego + 50 ml wody (1 puszka, można też użyć domowego, ale będzie mniej kremowo i mniej słodko – i wtedy całość 450 ml mleka)
  • 100 gramów kaszy jaglanej
  • do podania dowolne owoce w ilości jakiej lubicie. moim ulubionym połączeniem są nektarynki z borówkami, ale truskawki/maliny/jagody też bardzo dobrze smakują
  • opcjonalnie można dosłodzić miodem, ale w moim odczuciu jest to całkiem zbędne

Kaszę jaglaną przelewamy na sitku wrzątkiem. wrzucamy do rondelka. Dodajemy mleko kokosowe i wodę, stawiamy na niewielkim ogniu na palniku. Gotujemy pod przykryciem aż kasza będzie miękka (powinno to być dokładnie wtedy gdy wchłonie prawie cały płyn i trwać powinno to około 25 minut). Mieszamy i zostawiamy jeszcze na ok. 5 minut pod przykryciem poza kuchenką – jeszcze nieco zgęstnieje. Podajemy.

Dodatkowe wskazówki:

  • Ja gotuję na mocy 2-3/10 (w zależności od ilości kaszy i wielkości garnka). Nastawienie kuchenki od razu na docelowy ogień w moim odczuciu daje najlepsze rezultaty, chociaż nieco przedłuży gotowanie. Jeśli chcecie nieco przyspieszyć proces, można na początku włączyć większą moc, jednak nie doprowadzajcie mleka do wrzenia – kiedy tylko zacznie parować, zmniejszcie ogień na mały. Cały sekret tkwi w tym wolnym gotowaniu – jak rosół, ma tylko bulgotać 🙂
  • W czasie gotowania jaglanka nie potrzebuje nadzoru, możecie spokojnie „robić swoje”. Jeśli zrobicie ją kilka razy w ten sposób, będziecie wiedzieć dokładnie ile to u Was zajmuje, jaki ogień nastawić i możecie rano na luzie nastawić jaglankę i wskakiwać pod prysznic i przychodzić na gotowe.
  • Pod koniec gotowania uważajcie, by nie przegapić momentu, gdy kasza prawie wchłonie cały płyn – jeśli nie mieszacie jaglanki w trakcie gotowania, kasza jest na dnie i na wierzchu zbiera się cieniutka warstwa gęstego mleka. Należy przemieszać wtedy jaglankę, od razu płyn się zredukuje.
  • Jeśli przy proporcjach płynu jak w przepisie kasza jest wciąż twarda a nie zostało już mleka, możliwe że ogień był zbyt duży. Należy wtedy dolać trochę mleka i zmniejszyć ogień.
  • A jeśli wolicie, by wasza jaglanka kokosowa była rzadsza – na samym końcu dodajcie tyle mleka, ile uważacie za idealne 🙂

Smacznego!

Kremowa jaglanka kokosowa

Możesz również polubić

  • Pingback: Jaglanka czekoladowa na mleku kokosowym » Healthy Point()

  • Paulina Kulpińska

    Dzisiaj ko raz pierwszy wypróbowałam przepis z Twojego bloga i padło na tą jaglanke. W domu miałam tylko banana więc on był dodatkiem plus cynamon. Nie jadłam jeszcze tak obłędnej jaglanki 🙂 na pewno będę próbować innych Twoich przepisów! (W kolejce czekają np.wrapy jaglane :))

    • ojej, jak miło!! takie komentarze od razu poprawiają mi humor na cały dzień, dzięki 🙂 i oczywiście zachęcam do szperania po przepisach. jeśli ta jaglanka Ci smakowała a lubisz czekoladę to spróbuj koniecznie czekoladowej – ja ostatnio się od niej uzależniłam, szczególnie że sezon malinowy 🙂